Zabrałem Melody do szpitala. To jedyne miejsce, gdzie ktoś mógł się nią dobrze zaopiekować, głównie chodzi mi tu o opiekę medyczną. Poprosiłem lekarzy, aby zadzwonili do mnie i poinformowali o stanie jej zdrowia, kiedy wykonają wszystkie potrzebne badania. Zgodzili się bez wahania.
Prosto ze szpitala udałem się do zbrojowni. Musiałem namierzyć Ducha i raz jeszcze wymierzyć mu sprawiedliwość. Byłem tak naładowany gniewem, jak nigdy. Wiem, że i tak już oberwał, ale nie mogłem przestać. Miałem ochotę rozwalić wszystko dookoła, ale głównie łeb tej gadziny.
Kiedy dotarłem do zbrojowni, spotkałem Rhody'ego. Mój kumpel właśnie pracował przy ogromnym komputerze, przeglądając wszystkie wyskakujące wiadomości. Przestawiały one zamieszki na głównych ulicach Nowego Jorku.
- Co tam się dzieje? - Podniosłem głos.
- Tony! - Dzwoniłem do ciebie, dlaczego nie odbierałeś?
- Nie mam telefonu. - Syknąłem.
- Okey, okey, ale dzwoniłem poprzez zbroję. Coś się stało?
- Nie twój interes!
- Wyluzuj, stary!
- Odwal się!
- Coś nie tak z Melody?
- Zamknij się! - Podszedłem bliżej do Rhodey'ego. Wzdrygnął się, kiedy byłem już wystarczająco blisko i uniosłem dłoń z zaciśniętą pięścią.
- Tony...
Oddychałem szybko i głęboko. Już miałem wymierzyć z pięści prosto w nos chłopaka, kiedy się powstrzymałem.
- Rhods, ja...
James odchylił się nieco, po czym nie wiadomo jak, znalazł się tuż za mną. Złapał mnie za łokcie i odgiął ręce do tyłu, mocno trzymając jedną dłonią za moje oba nadgarstki. Drugą ręką cisnął w mój kark, przez co zgiąłem się w pół, a moja głowa zderzyła się z kontrolerem pod komputerem. Cała sytuacja była podobna do tej, jak policja obezwładnia jakiegoś bandytę.
- Rhodey!
- Co ci odwaliło Stark?! Rzucasz się na najlepszego przyjaciela z pięściami?! Co ja ci takiego zrobiłem?!
Chłopak cisnął mną jeszcze bardziej, przez co czułem, jak mój policzek dosłownie wgniata się w klawisze. To naprawdę bolało.
- Przepraszam! - Wykrzyczałem. I podziałało. Rhods puścił mnie i oddalił na bezpieczną odległość.
Oparłem się rękami o kontroler i próbowałem złapać oddech, przy okazji uspokoić się.
- To wszystko przez niego! Duch ją porwał!
- Melody?!
- Tak! Uwolniłem ją, ale... Co, jeśli ona mnie rozpoznała? Co, jeśli wie, że Tony Stark to Iron Man?
Rhodey otworzył buzię ze zdziwienia, a jego źrenice rozszerzyły się.
- To najmniejszy problem. - Machnął ręką.
- Wątpię.
- A ja jednak uważam, że mam rację. Spójrz na to z tej strony: BĘDZIE DZIEWCZYNĄ BOHATERA.
- Odwal się.
- No co?
- Ty nic nie rozumiesz? Jeżeli ktokolwiek dowie się o mojej tożsamości, sprowadzę na nią niebezpieczeństwo.
Nagle w zbrojowni rozległ się alarm. Komputer wyświetlił wiadomość, która została nam wysłana.
- To Pepper!
Chłopaki! Gdzie jesteście?!
Pepper?
Jestem obok Akademii Jutra. Coś się tutaj dzieje, mój tata tutaj jest, ale nie chce mi o niczym powiedzieć.
Pepper, to coś poważnego?
Nie wiem!
Pepper!
Pepper!
Pepper!
...
- Dlaczego ona zawsze zawraca nam gitarę? - Pokręciłem głową z rozbawienia.
- Może dlatego, że ma taki charakter?
- Dobra, stary... Ja polecę teraz do szpitala, zobaczyć, co u Melody.
- Spoko, tylko... Uważaj na siebie. I zadzwoń, co u niej.
- Dzięki, stary.
~*~
Pielęgniarka pokierowała mną prosto do pojedynczej sali, gdzie leżała Melody. Kiedy zjawiłem się w pomieszczeniu, wziąłem mały stołek i usiadłem zaraz przy łóżku dziewczyny. Dotknąłem jej dłoni, maleńkiej dłoni, która była zimna. Jej twarz była blada...
Nagle usłyszałem huk.
A potem tylko ciemność...
__________
Kolejny rozdział niebawem Xx.
poniedziałek, 27 lipca 2015
sobota, 14 lutego 2015
Rozdział 24
Rozdział 24: "Na ratunek! cz. 3"
(po aktualizacji)
(po aktualizacji)
Miejsce, na które przybył Tony trochę go zaskoczyło. Z początku myślał, że jego komputer się pomylił, bowiem sygnał dochodził... z czegoś, co znajdowało się głęboko pod powierzchnią wody wielkiego jeziora.
Stark nie mógł w obecnej zbroi nawet zbliżyć się do wody, ponieważ była to zbroja maskująca, która (łagodnie mówiąc) nie przepadała za wodą, by nie utracić swojej podstawowej funkcji maskowania. Tony zdenerwował się sam na siebie, że wcześniej nie przemyślał, gdzie może skrywać się Melody. Nie był na to przygotowany. Zacisnął pięści i zawrócił z powrotem do zbrojowni.
~*~
Kiedy młodzieniec był już gotowy przybył ponownie na to samo miejsce. Mimo, że miał na sobie wodoodporną zbroję, w której mógł nie tylko pływać do woli, ale i też nie martwić się o zapas tlenu, nabrał powietrza i zanurkował.
Wynurzył się, będąc w łodzi podwodnej.
~*~
Znalazłszy się na pokładzie ujrzał długi, a zarazem wąski korytarz. Przeskanował go dokładnie i zdziwił się jeszcze bardziej, niż wcześniej. Nie było żadnych pułapek! To była dziwna sprawa...
Mimo to Tony postanowił być ostrożny i nie dać się złapać.
~*~
Na szczęście kolejne pomieszczenie (szczęście? no chyba nie!) nie było kolejnym korytarzem, a ciemną salą. Ciemną, ponieważ panował półmrok i nie za wiele można było dostrzec.
Kiedy zmrużył oczy, dostrzegł w oddali czyjąś sylwetkę.
- Melody! - pomyślał w pierwszym momencie i bez zastanowienia (i zahamowania) podbiegł bliżej.
Nie mylił się. Dziewczyna leżała na jakiś szmatach skrępowana. Jej nogi i ręce były związane grubymi liniami, a usta zaklejone taśmą. Na oczach miała opaskę, zapewne dlatego, by nie mogła rozpoznać sprawcy.
Kilkakrotnie uderzył lekko dziewczynę w twarz, by ta odzyskała przytomność, jednak nic z tego. Tony przeraził się. W takim wypadku potrzebna była natychmiastowa pomoc. A jak to w takich sytuacjach bywa... Duch, jako czarny charakter właśnie się zjawił.
- Witaj Stark! - powitał go z wrednym uśmieszkiem.
Tony, który akurat kucał przy Melody, nie odwrócił się w stronę wroga. Nie miał na to ochoty. Dodatkowo zdenerwował się tym, iż Duch zna jego tożsamość. JAK!?
- Coś tak ucichnął bachorze. - zagadał po raz kolejny. Chciał za wszelką cenę wyprowadzić Tony'ego z równowagi.
- Co jej zrobiłeś!? - wrzasnął Tony.
- No nareszcie się odezwałeś. Już myślałem, że masz jakieś problemy z mową. Chociaż bardziej martwiłbym się o twoje serce. - zakpił.
Chłopak nie wytrzymał. Wymierzył repulsorem prosto w postać. Chybił. Nie był to przemyślany ruch, a spontaniczny. "A może trafię?". TO był zdecydowany błąd.
Duch zniknął. Po chwili pojawił się za Tony'm i szybkim ruchem ręki uderzył go z całej siły. Stark dosłownie poleciał na ścianę. Widocznie wróg korzystał z dodatkowych ulepszeń.
Dziedzic fortuny Starków podniósł się o własnych siłach. Na szczęście nic poważnego się mu nie stało. Pokręcił głową i ruszył do kontrataku.
Tony'emu było niezwykle trudno wycelować w Ducha, bo ten ciągle przemieszczał się (dosłownie - teleportował).
- Nie odpowiedziałeś mi! Co jej zrobiłeś!? - wrzasnął drugi raz Tony.
- W drodze trochę się szarpała, więc musiałem ją jakoś uspokoić. - zaśmiał się.
- Jeżeli tego nie przeżyje, zabiję cię!
- Wyluzuj młody! Nie zlecono mi zabójstwa.
Tony podleciał do Ducha i przewrócił go. Następnie przycisnął go do podłogi swoim ciężkim pancerzem, kładąc się na niego.
- Kto ci zapłacił!? Gadaj!
- Pomyśl sam. Kto by miał tyle kasy, by wykładać parę milionów za zwykłe porwanie?
- Stane! - krzyknął Stark.
- Otóż to. Zgadłeś za pierwszym razem. Cieszę się. - wrednie się uśmiechnął.
Tony miał dość Ducha i chciał go się pozbyć. Może nie na zawsze, ale miał go już dość. Wystrzelił w niego z unibeam'u. Duch tylko krzyknął z bólu i zemdlał.
Chłopak upewnił się, że Duch jest nieprzytomny. Następnie wziął Melody na ręce i odleciał razem z nią.
3 godziny później...
Duch ocknął się. Wtedy był już pewien, że Iron Man go obezwładnił. Ba! Wymierzył w niego pociskiem, po którym zemdlał. Po chwili usłyszał wibracje w swojej lewej kieszeni. Wyciągnął telefon.
- I jak tam Melody? - usłyszał niski, gruby głos.
- Uciekli. Oni uciekli Stane!
- CO!? - głos ze słuchawki był tak donośny, że Duch musiał odsunąć urządzenie od ucha na pewną odległość.
- Ty idioto! - usłyszał po chwili. Za nic nie dostaniesz szmalu!
- Zapłać mi Stane albo będziesz miał nieprzyjemności! Nie dam sobie w kaszę dmuchać! Kazałeś mi tylko ją porwać i to zrobiłem!
- Nie mam czasu z tobą gadać. To nie sprawa na telefon. Masz się zjawić w moim biurze! Wtedy wrócimy do tej rozmowy.
- W porządku Stane. Ale pamiętaj... Ze mną nie ma zabawy.
- Ze mną też nie idioto! - rozłączył się.
Subskrybuj:
Posty (Atom)