Zapraszam do czytania!
Rozdział 16
"Wakacje".
28 czerwca, dzień zakończenia roku szkolnego...
Tony z rana obudził się i wodząc wzrokiem po pomieszczeniu zdał sobie sprawę, że jest w pokoju Rhodey'ego. Najwyraźniej po balu szybko zasnął i dlatego został na noc. Czy aby na pewno tak było? Z pewnością nie mógł sam odpowiedzieć sobie na to pytanie. Po chwili usłyszał jakiś szmer.
- Wyspałeś się geniuszu? - usłyszał.
- Kto to... kto tam jest? - nieco zmieszany szukał wzrokiem drugiej osoby.
- Na dole.
Tony wychylił się z łóżka, które było dość wysokie. Zauważył swojego przyjaciela James'a na materacu, tuż przy łóżku.
- A ty co? Nocny strażnik? - zaśmiał się.
- Ha ha ha... śmieszne rzeczywiście. Nawet nie wiesz, jak bardzo niewygodnie się tu śpi!
- Wiem. Kiedyś byłem zmuszony spać na materacu, kiedy oddałem swoje łóżko... - zawahał się.
- No komu?
- Melody, ugh...
- I o tym nie raczyłeś wspomnieć. - uśmiechnął się łobuzersko.
- Co ty... ty myślisz, że my... buhahahah! - wybuchnął śmiechem.
- No nie wiem Stark, po tobie bym się wszystkiego spodziewał.
Tony uspokoił się nieco i spojrzał wrogo na kumpla.
- Oj żartowałem tylko. Przecież wiem, że jesteś odpowiedzialny i myślisz.
- Mam nadzieję. A tak właściwie, która godzina?
- Chyba... - Rhodey zerwał się. - Już 8:30! Spóźnimy się!
- Nie panikuj...
- Tobie to tak łatwo mówić, a ja zamierzam odebrać świadectwo na czas.
Nagle do pokoju weszła Roberta.
- A wy jeszcze nie gotowi!? - wrzasnęła.
- Oj pani Rhodes, bo my...
- A ty się lepiej nie odzywaj Stark! Nie pogrążaj się! I tak przykujesz uwagę nauczycieli swoim podbitym okiem.
- E tam mamo, umalujesz go i tak dalej...
- Siedź cicho James! Wstawajcie i się ubierajcie. Macie niecałą godzinę do rozpoczęcia.
Kobieta wyszła i zamknęła drzwi. Chłopcy natomiast posłusznie wstali, ubrali domowe ciuchy i poszli się umyć. Następnie zeszli na śniadanie. Dzisiaj bowiem mieli ulubione danie James'a - tosty z syropem.
Młody spadkobierca fortuny z uśmiechem na twarzy odebrał nagrodę. Po chwili dołączyli do niego James i Melody, czyniąc to samo. Niebieskooki brunet kątem oka spoglądał na dziewczynę. Jej twarz nie wyglądała najlepiej. Była cała czerwona. Podkrążone i przekrwione oczy nieco go zaniepokoiły. Mimo wszystko przymknął na to oko.
Po rozdaniu świadectw, w drodze do domu Rhodes'ów...
Przyjaciele szli obok siebie. Pepper znajdowała się między dwoma dżentelmenami w garniturach. Podążali tak w milczeniu, póki nie odezwał się Stark, zatrzymując się nagle.
- Nie wiecie, dlaczego Melody tak dziwnie wyglądała dzisiaj? I to jak się zachowywała...
Rudowłosa z czarnoskórym zatrzymali się i spojrzeli na siebie.
- Ty mu powiedz. - szepnęła do kumpla.
Podeszli do bruneta, który został w tyle.
- To ona nic ci nie powiedziała? - zaczął Rhodey.
- A niby co mi miała powiedzieć? - dopytywał zaniepokojony.
- Matka Melody ma białaczkę. Naprawdę nie wiedziałeś, czy się zgrywasz? - jego ton brzmiał poważnie.
Tony usłyszawszy tę wiadomość, poczuł, jak nogi się pod nim ugięły. Otworzył szeroko oczy i w milczeniu wpatrywał się w jeden punkt - nie wiadomo jaki.
Z transu wyrwał go telefon, który odebrał jakąś wiadomość.
"Wracaj niedługo. Właśnie otrzymałem pilną wiadomość z Chin. Muszę tam polecieć, a ty zrobisz to ze mną. - tata"
- Coś nie tak? - spytał zaniepokojony przyjaciel.
- Wszystko w porządku, tylko... Muszę wyjechać. Znaczy wylecieć. Do Chin. Zapewne jutro. Nie wiem, o co chodzi, ale mój ojciec... to musi być coś pilnego.
Tony pokręcił głową, jakby chciał odpędzić myśl o niespodziewanym locie.
- Długo cię nie będzie? - dopytywała ruda.
- Nie wiem. Ja nic nie wiem!
Po chwili milczenia:
- Gdzie ona jest? - spytał poddenerwowany.
- Zapewne w domu... - odpowiedziała z wyraźnym smutkiem Pepper.
- A więc do niej idę.
- Nie możesz! - wykrzyczała.
- Zabronisz mi!? - spojrzał groźnie.
- Nie, ja tylko...
Kobieta wyszła i zamknęła drzwi. Chłopcy natomiast posłusznie wstali, ubrali domowe ciuchy i poszli się umyć. Następnie zeszli na śniadanie. Dzisiaj bowiem mieli ulubione danie James'a - tosty z syropem.
~*~
Około 50 minut później...
Tony i Rhodey stali w szkolnym korytarzu oparci o ścianę, a ich ręce powędrowały do kieszeni. Stali tak i czekali. Bynajmniej na Pepper oraz Whitney. W końcu się zjawiły i całą czwórką poszli do sali gimnastycznej.
Tam wszyscy obecni uczniowie ustawili się klasami. Stark i Rhodes stanęli jako pierwsi i obok siebie, zaczynając tym samym szereg i umiejscowienie klasy I A. Dziewczyny ustawiły się tuz za nimi.
Tony rozejrzał się po sali, w poszukiwaniu Melody. Nie znalazł jej jednak, co było dość dziwne. Nie było jej w szeregu, nawet na sali. Brunet zaniepokoił się. To nie było do niej podobne.
Tymczasem szatynka stała w kącie, zaraz za tłumem pozostałych uczniów. Była więc niespostrzeżona.
Dziewczyna nie czuła się najlepiej. Nadal była nieco roztrzęsiona treścią wyników. Była w kompletnej rozsypce.
W końcu, kiedy dyrektorka wyszła na środek i poprosiła klasy o ostateczne ustawienie się, Melody wyszła "z ukrycia" i stanęła w szeregu, z tyłu. Wtedy spostrzegł ją Stark. Nie mógł jednak nic powiedzieć, bo przyszedł czas na wniesienie szkolnego sztandaru
Tony rozejrzał się po sali, w poszukiwaniu Melody. Nie znalazł jej jednak, co było dość dziwne. Nie było jej w szeregu, nawet na sali. Brunet zaniepokoił się. To nie było do niej podobne.
Tymczasem szatynka stała w kącie, zaraz za tłumem pozostałych uczniów. Była więc niespostrzeżona.
Dziewczyna nie czuła się najlepiej. Nadal była nieco roztrzęsiona treścią wyników. Była w kompletnej rozsypce.
W końcu, kiedy dyrektorka wyszła na środek i poprosiła klasy o ostateczne ustawienie się, Melody wyszła "z ukrycia" i stanęła w szeregu, z tyłu. Wtedy spostrzegł ją Stark. Nie mógł jednak nic powiedzieć, bo przyszedł czas na wniesienie szkolnego sztandaru
~*~
Wychowawczyni klasy I A poprosiła wyczytanych uczniów o ustawienie się na środku sali.W pierwszej kolejności musiał uczynić to Stark
Młody spadkobierca fortuny z uśmiechem na twarzy odebrał nagrodę. Po chwili dołączyli do niego James i Melody, czyniąc to samo. Niebieskooki brunet kątem oka spoglądał na dziewczynę. Jej twarz nie wyglądała najlepiej. Była cała czerwona. Podkrążone i przekrwione oczy nieco go zaniepokoiły. Mimo wszystko przymknął na to oko.
Po rozdaniu świadectw, w drodze do domu Rhodes'ów...
Przyjaciele szli obok siebie. Pepper znajdowała się między dwoma dżentelmenami w garniturach. Podążali tak w milczeniu, póki nie odezwał się Stark, zatrzymując się nagle.
- Nie wiecie, dlaczego Melody tak dziwnie wyglądała dzisiaj? I to jak się zachowywała...
Rudowłosa z czarnoskórym zatrzymali się i spojrzeli na siebie.
- Ty mu powiedz. - szepnęła do kumpla.
Podeszli do bruneta, który został w tyle.
- To ona nic ci nie powiedziała? - zaczął Rhodey.
- A niby co mi miała powiedzieć? - dopytywał zaniepokojony.
- Matka Melody ma białaczkę. Naprawdę nie wiedziałeś, czy się zgrywasz? - jego ton brzmiał poważnie.
Tony usłyszawszy tę wiadomość, poczuł, jak nogi się pod nim ugięły. Otworzył szeroko oczy i w milczeniu wpatrywał się w jeden punkt - nie wiadomo jaki.
Z transu wyrwał go telefon, który odebrał jakąś wiadomość.
"Wracaj niedługo. Właśnie otrzymałem pilną wiadomość z Chin. Muszę tam polecieć, a ty zrobisz to ze mną. - tata"
- Coś nie tak? - spytał zaniepokojony przyjaciel.
- Wszystko w porządku, tylko... Muszę wyjechać. Znaczy wylecieć. Do Chin. Zapewne jutro. Nie wiem, o co chodzi, ale mój ojciec... to musi być coś pilnego.
Tony pokręcił głową, jakby chciał odpędzić myśl o niespodziewanym locie.
- Długo cię nie będzie? - dopytywała ruda.
- Nie wiem. Ja nic nie wiem!
Po chwili milczenia:
- Gdzie ona jest? - spytał poddenerwowany.
- Zapewne w domu... - odpowiedziała z wyraźnym smutkiem Pepper.
- A więc do niej idę.
- Nie możesz! - wykrzyczała.
- Zabronisz mi!? - spojrzał groźnie.
- Nie, ja tylko...
- To lepiej się nie wtrącajcie! - odepchnął na boki przyjaciół i przeszedł między nimi, zostawiając ich w tyle.
~*~
Dom państwa Grint.
Tony podszedł do drzwi. Zawahał się. Nie był w stanie teraz zadzwonić dzwonkiem lub zapukać. Dlaczego? Sam nie wiedział. Zapewne bał się reakcji dziewczyny na jego widok. Bał się tego, że będzie musiał zmierzyć się z jedną, z najtrudniejszych chwili w życiu, a mianowicie wesprzeć Melody. Wesprzeć... No właśnie, kogo? Dziewczynę, najlepszą przyjaciółkę? Chociaż wyznał jej miłość, tak naprawdę nie spytał o najważniejszą rzecz. Czy ona chce być jego sympatią?
W końcu odważył się i jednym ruchem ręki dotknął przycisku. Usłyszał głos dzwonka. Stał chwilę, czekając, aż ktoś otworzy. Nikt się jednak nie pojawił. Ale on się nie poddał i ponowił próbę.
Znowu nic.
W końcu nieco zdenerwowany całą sytuacją walnął pięściami w drewniane drzwi.
- Wiem, że tam jesteś Melody, otwieraj! - wykrzyczał.
Jednak po raz kolejny usłyszał tylko... ciszę.
Nie poddał się. Ponownie walnął kilkakrotnie. Jego zaciśnięte pięści stały się czerwone. Jęknął pod nosem z bólu rąk, jaki zaczął mu doskwierać.
Był już trochę zmęczony. Było późno, w zasadzie już ciemno. Jedyne, co oświetlało mu budynek, to księżyc.
Nie wytrzymał. Walnął pięścią ostatni raz i oparł się czołem o drzwi.
Nagle usłyszał znajomi dźwięk przekręcającego się kluczyka.
Napięcie rosło. Bał się, kogo zobaczy. Chorą panią Grint, a może dziewczynę, w której jest szaleńczo zakochany?
W końcu drzwi otworzyły się, a w nich stanęła szatynka. Jej twarz była cała zapłakana.
Brunet przeraził się nieco tym widokiem, bo nie wiedział, jak postąpić.
- Wiem o wszystkim. - odrzekł i posmutniał.
Melody otarła łzy, ale od kolejnych nie zdołała się powstrzymać. Wtuliła się w chłopaka i rozpłakała. Tony przycisnął ją do siebie, delikatnie całując ją po głowie.
- Będzie dobrze. - powiedział delikatnym głosem, jakby chciał ją pocieszyć.
Dziewczyna odchyliła głowę i spojrzała w duże błękitne tęczówki bruneta, po czym przestała go obejmować, tym samym uwalniając się z jego uścisku. Obydwoje weszli do środka, delikatnie dotykając się dłońmi.