niedziela, 3 sierpnia 2014

Rozdział 5

Wczorajszy dzień był taki wspaniały. Melody została do wieczora. Obejrzeliśmy jakąś komedię i zjedliśmy do tego popcorn. Było... fantastycznie. Dawno nie obejrzałem z nikim filmu. Nawet z Rhodey'em.

Nasze całodniowe spotkanie z Melody zakończyłoby się jeszcze później, ale dziewczyna niewiele czasu przed północą dosłownie zasnęła obok mnie.

Wynikła z tego zabawna sytuacja. Film oglądaliśmy bowiem w salonie, bo tam miałem największy telewizor w całym domu, najczystszy i żywy obraz. A kiedy Melody zasnęła... nie dość, że zrobiła to w moich ramionach, to jeszcze musiałem się wygramolić.

Zsuwałem ją delikatnie i powoli z mojej klaty, by jej nie obudzić. Kiedy mi się to udało i byłem wolny, czekało mnie trudniejsze zadanie. Musiałem ją przenieść do mojego pokoju. Nie chciałem jej budzić i powiedzieć "czas do domu". Wyglądałoby to, najłagodniej mówiąc głupio.

Nie powiedziałbym, że ciemnowłosa była zbyt ciężka, ale wdrapywanie się z nią po schodach było uciążliwe i strasznie męczące.

Kiedy znalazłem się na górze, ułożyłem ją na łóżku, przykryłem kocem, a sam położyłem się na podłodze. Właściwie, na materacu. Nie chciałem spać obok Melody, by nie wzbudzać podejrzeń u mojego ojca. On i tak miał dzisiaj być poza domem... ale wolałem się zabezpieczyć.

Stark International, godzina 1.00

Howard niemal zasnął przy biurku. Chociaż był tak bardzo zmęczony, nie mógł zasnąć. Ciągle myślał o wczorajszym spotkaniu ze Stane'm. Od tamtego czasu, Stark był zmartwiony i poddenerwowany. Co chwilę sprawdzał godzinę. Czas mijał mu nie ubłagalnie wolno.

- To jakaś paranoja! - mówił do siebie.

W końcu udało mu się przysnąć...

Tego samego dnia rano, godzina 7.30

Melody obudziła się. Będąc jeszcze na wpół przytomna rozejrzała się po pomieszczeniu. Wystraszyła się. To nie był jej pokój, nie jej meble, nie jej łóżko...

Przerażona wyszła z pokoju. Kiedy znalazła się na korytarzu, rozpoznała owe miejsce. Była w willi Starków.

Ostrożnie, krok za krokiem, schodem za schodkiem zeszła na dół. Poczuła jakiś przyjemny zapach. Idąc jego coraz to większa intensywnością doszła do kuchni. Tam ujrzała Tony'ego. Oparła się o framugę.

- Witaj śpiochu. - powiedział młodzieniec, odwracając się w stronę dziewczyny.
- Cześć... - odpowiedziała rozciągając się powoli.
- Jak się spało?
- Bardzo dobrze. Masz wygodne łóżko... a właściwie co ja tu robiłam...
- Spałaś. Spokojnie, twoja mama wie.
- Jak to!?
- Śpisz, no... u koleżanki. Udawałem jej brata.
- A twój ojciec?
- Jest w firmie. Nie wrócił na noc. Ciężko pracuje. Zdarza się mu.
- Czyli byliśmy sami przez całą noc w ogromnej willi... - dziewczyna spojrzała zszokowana na bruneta.
- Spokojnie! Nic się nie stało, nic się nie wydarzyło. Po prostu zasnęłaś, a ja nie chciałem cię budzić.
- W takim razie, gdzie ty spędziłeś noc?
- Na materacu, tuż obok ciebie. - zaśmiał się.

Dla żartów podeszłam do chłopaka i potargałam mu włosy.

- Ej.. a to za co?
- Za to. - uśmiechnęłam się szeroko i wskazałam na przygotowany posiłek.
- A więc siadajmy. - podał gotowe tosty i położył je na środku stołu.
- Smacznego. - powiedziałam cicho.
- Smacznego.

Po śniadaniu Tony pozmywał. Chciałam ja to zrobić, bo chłopak i tak zrobił już swoje, ale zabronił mi zbliżać się do kuchni. Korzystając więc z okazji, że brunet jest zajęty, poszłam się przebrać.

Nagle usłyszałam ogromny huk. Najprawdopodobniej było to trzaśnięcie drzwiami. Zbiegłam na dół. W drzwiach ujrzałam Stane'a!

Tony! Krzyknęłam i schowałam się z powrotem do pokoju. Chłopak w tym czasie wybiegł z kuchni.

- Co tu robisz!? - zrobił groźną minę.
- Gdzie twój ojciec Stark!?
- Nie twój interes! - machnął ręką ku drzwiom wyjściowym.
- Nie igraj ze mną smarkaczu!

Stane podszedł do chłopaka, złapał go za kołnierz i uniósł lekko koszulkę do góry.

- Gadaj gdzie on jest Stark.

Brunet był nieugięty.

- Tony! - krzyknęłam.

Obadiah to usłyszał.

- Dziewczyna? Hmm... niech że się jej przyjrzę.. - i pobiegł na górę.

Tony natychmiast ruszył za nim.

- Tu jesteś... - syknął Obadiah.

Weszłam w głąb pokoju, zastawiając drogę różnymi przedmiotami: krzesłami i meblami.

- Może Stark w końcu zmięknie, jak coś ci zrobię...

Tony usłyszawszy to rzucił się na mężczyznę. Ten odepchnął go i przycisnął do ściany.

- Fikasz mały?

Brunet zacisnął zęby i kopnął starszego od siebie w udo.

- Ty gadzie. - Stane nie powstrzymywał się. Uderzył Tony'ego w twarz kilkakrotnie, po czym przewrócił go na podłogę i przycisnął jego klatkę piersiową całym ciałem.

Skrępowany nastolatek nie miał szans na wydostanie się.

- A teraz gadaj, gdzie Howard!

Tony w pół przytomny odchylił głowę do tyłu i zamknął oczy.

- Nie powiem ci. - powiedział, ciężko oddychając.

- Tony! - krzyknęłam, po czym sięgnęłam po wazon i uderzyłam nim z całym impetem w głowę starucha.

Przewrócił się. Stracił przytomność. Wyniosłam go do pokoju taty Tony'ego i zamknęłam drzwi na klucz. Potem uciekłam.

- Nic ci nie jest? - spytałam po wpadnięciu do pokoju, gdzie leżał nastolatek.
- W porządku. - zakaszlnął kilkakrotnie i powoli usiadł na podłodze.
- Jesteś ranny...

Natychmiast pobiegłam do łazienki po apteczkę. Przyniosłam wszystko, co było potrzebne. Nawet bandaże.

Delikatnie przemyłam twarz przyjaciela. Miał podbite oko, rozcięty łuk brwiowy i lekko uszkodzony nos, z którego leciała krew. Nie był na szczęście złamany.

- Tony, co on chciał zrobić? - spytałam drżącym, pełnym współczucia głosem.

Chłopak to wyczuł i przytulił mnie do siebie.

- Cieszę się, że nic ci nie jest. - cmoknął mnie delikatnie w czoło nie odpowiadając na moje pytanie.

Kilka godzin później...

Howard wrócił z firmy. Zaraz po wejściu do domu skierował się w kierunku pokoju syna. Chciał oznajmić, że już wrócił.

Kiedy wszedł do pomieszczenia, stanął jak wryty. Nie dowierzał w to, co zobaczył. Tony wpół leżąco znajdował się na podłodze, a obok niego klęczała jakaś znajoma mu dziewczyna.

- Co tu się stało!? - wrzasnął.
- To Obadiah. - oznajmił szesnastolatek cichym głosem.
- Wpadł do domu. Szukał pana. Tony nie chciał mu powiedzieć... zaatakował go i... - zamknęłam oczy.
Howard zacisnął obie pięści. Nie mógł w to uwierzyć.

- Gdzie on teraz jest?
- Zamknęłam go na klucz w pana sypialni.

Stark pobiegł.

- Nie ma go. - krzyknął. - Musiał uciec...

Prezes Stark International nie wrócił już do pokoju nastolatka. Wiedział, że zostawił go w dobrych rękach.

******

Siedziałam koło Tony'ego cały czas, póki nie znalazł w sobie na tyle siły, by wstać. Wszystkie te gesty, które kierował do mnie podczas siedzenia na podłodze: delikatne cmoknięcia w czoło, głaskanie polików, wpatrywanie się prosto w moje oczy, sugerowały, że Tony najwyraźniej zakończył naszą przyjaźń i zaczął traktować mnie poważniej albo został mocno uderzony w głowę. Zbyt mocno. 

Miło było spędzać z nim czas i chociaż moje serce biło szybciej, kiedy z nim przebywałam, to i tak czułam się niepewnie, kiedy głaskał mi twarz. Nie byłam gotowa na związek bez przyjaźni. Bo za takową relację mogłam to uznać.

Na szczęście dziwne (i przyjemne) zachowanie chłopaka szybko się skończyło. Położył się na łóżku i zasnął, jak niemowlę. Ja natomiast wyszłam z pokoju.

W korytarzu spotkałam Howarda Starka.

- I jak Tony?
- Zasnął. Powinno być wszystko dobrze. Opatrzyłam mu rany...
- Dziękuję. - mężczyzna położył mi rękę na ramieniu. - Czy ciebie i Tony'ego coś łączy? - dopytywał.
- Nie proszę pana. Jesteśmy tylko przyjaciółmi.
- Widziałem, jak zachowywał się wobec ciebie. Prawdziwy dżentelmen.
- Gdyby nie on, to Stane zrobiłby coś mi.

Howard głęboko się zamyślił. Po chwili dodał.

- Jutro wrócę do firmy i Obadiasz pożegna się ze Stark International. To co zrobił, jest niewybaczalne. - skierował te słowa do mnie.

Tak naprawdę nie rozumiałam, po co mi to mówił. To była jego sprawa. On był prezesem i on zatrudniał lub wyrzucał kogo chciał. Ale co do jednego miał racje: takiego postępowania nie dało się tak po prostu wybaczyć.

Nie chcąc przeszkadzać, pożegnałam się z panem Starkiem i poszłam do domu.

******

Rhodey i Pepper dowiedzieli się o wszystkim. Nie mogli uwierzyć, że zrobił to Stane. Wiedzieli, iż jest szurnięty, głupi, idiota po prostu, ale nigdy by się tego po nim nie spodziewali.

Przyjaciele zjawili się w willi Starków najszybciej, jak tylko mogli. Howard przyjął ich w salonie i powiedział szczegóły.

- To co pan zrobi? 
- Wyleję go. Nie mogę uwierzyć, jak on mógł napaść na mojego syna.
- Panie Stark, my panu pomożemy. Jeżeli możemy zrobić coś dla Tony'ego...
- On teraz śpi. Jak chcecie, to zajrzyjcie. Ale jego nie budźcie. Melody opatrzyła mu rany.
- Melody!? - wrzasnęła Pepper. - Co ona tu robiła!?
-  Możliwe, że spędzała czas z Tony'm, kiedy Obadiah się zjawił.

Rudowłosą zżerała zazdrość. Miała ochotę wyzwać Melody na pojedynek i ją wręcz zabić! Wiedziała jednak, że jej rywalka postąpiła bardzo dobrze i zasługuje na pochwałę.

- My jednak nie będziemy przeszkadzać. Niech wypoczywa. - oznajmił Rhodey, po czym złapał Pepper za łokieć i wyprowadził z willi.
- Odbija ci do reszty!? - wrzasnął, a piegowata opuściła głowę.
- Bo ja.. ja... ja jestem...
- Wiem, że jesteś zazdrosna. Ale to ci w niczym nie pomoże. To decyzja Tony'ego. Też bym zbytnio nie chciał, by Melody z nim była, ale jeżeli tak będzie...
- Będziesz o nią walczyć, tak samo jak ja o chłopaka!
- Nie, Pepper ja...
- Nie marudź! - przerwała mi ruchem ręki. - Mam już plan. Ty i ja będziemy szczęśliwi. Co ty na to?
- Nie rób głupstw...
- Masz moje słowo... chyba... ekhm, masz moje słowo!

Przyjaciele poszli do zbrojowni. Czarnoskóry chciał powstrzymać znajomą, ale była zbyt uparta i nieugięta.

- Co ty...
- Słuchaj. Mój plan jest prosty.
- Nawet nie chce go znać! - odsunął się od dziewczyny na bezpieczną odległość.
- Odbija ci?
- Chyba tobie. Też jestem zazdrosny, ale nie będę krzywdzić przyjaciela!
- A kto tu mówił o czyimś krzywdzeniu? Nie znasz nawet planu, a już gdybasz.
- Bo tak zwykle jest...

"Przecudowna Pepper ma zawsze świetny plan. Taki świetny, że w trakcie wszystko się wali, a na koniec tylko ona pozostaje... bezkarna. Tak! Wszyscy dookoła muszą odpowiadać za postępki rudowłosej. Mam dość!" - pomyślał Rhodey, po czym bez słowa odwrócił się od znajomej i wyszedł.

- A idź w cholerę! - machnęła ręką i powróciła do pracy przy komputerze.

******

Tony nadal spał. Minęło już 6 bitych godzin, ale nastolatkowi widocznie nic nie chciało przerywać snu. Zapewne nie czuł nawet ojcowskiej ręki, która najpierw odgarnęła mu ciemne włosy, opadające na czoło, następnie głaskała odkrytą rękę chłopaka.

Howard poczuł się jak za dawnych czasów.

"Tony był jeszcze mały. Miał może 3 latka, może troszkę mniej. Co noc przychodził do swoich rodziców do łóżka. Kładł się po środku, a rodzice obejmowali go z dwóch stron. Matka wtulała go w swoje piersi, ojciec jak zwykle gładził niewielkie kończyny dziecka. Trwało to tylko chwilę, ale taka chwila powtarzająca się każdego wieczora była niezapomniana. Szczególnie dla chłopca, który czuł się kochany."

Mężczyzna otarł łzy. Wspominał nie tylko dzieciństwo syna, ale i swoją zmarłą żonę Marię. Długo nie mógł się pogodzić z jej śmiercią. 
Wszyscy bliscy swoją uwagę skupiali głównie na sześcioletnim Tony'm, który właśnie w tym wieku po raz ostatni widział matkę. Po raz ostatni tego wyjątkowego wieczora...

Wspomnienia Howarda zostały przerwane. Nagle, jakby ktoś pstryknął palcem.

Spojrzał na syna. Tony już nie spał tylko wpatrywał się w ojca swoimi wielkimi, niebieskimi ślepiami.

Stark przytulił go.

- Jak się czujesz? - spytał zatroskany.
- Jestem trochę obolały, ale będzie dobrze. Na pewno.

Mężczyźnie przypomniały się słowa, które pierworodny powiedział w jego kierunku kilka dni temu. "Ty zawsze patrzysz na wszystko optymistycznie". Miał racje. Howard był bezwzględnym optymistą. 

- Odpoczywaj. Nie będę ci przeszkadzał.
- Nie przeszkadzasz. Wręcz przeciwnie. Potrzebuję towarzystwa.
- A wiec zadzwoń do... - zamyślił się. - Melody? To chyba ta dziewczyna, która się tak tobą zaopiekowała. Wypadałoby jej podziękować.
- Spokojnie tato. - chłopak położył rękę na ojcowskim ramieniu. - Jak tylko dojdę do siebie, podziękuję jej osobiście. Póki co powiadomię Pepper i Rhodey'ego, że jest okey.
- Twoja sprawa. - puścił oko Howard, po czym wyszedł z pomieszczenia.

******

Po powrocie do domu czekała mnie spowiedź. Moja matka, chociaż zapewniała, że mi ufa, za każdym razem zadawała mi serię dziwnych pytań. Fakt, tym razem skłamałam, ale gdybym powiedziała prawdę... eh... nie chciałabym być w swojej skórze. Chociaż... to wina Tony'ego. To on wpadł na ten pomysł...

Kiedy wywiad został przeprowadzony, poszłam do swojego pokoju. Byłam już cholernie zmęczona. Tak... CHOLERNIE!

Kiedy powieki zaczęły mi się same zamykać, mój telefon podświetlił się. To było połączenie. Od Tony'ego...

Na widok wielkiego napisu "Tony Stark" uśmiechnęłam się i przejechałam palcem po zielonej słuchawce.

Chłopak najwyraźniej chciał pogadać. Na samym początku powiadomił mnie, że czuje się lepiej, ale w szkole nie będzie przez parę kolejnych dni. Potem nasza rozmowa rozwinęła się. Chociaż tematy do pogawędek się kończyły, nadal mieliśmy o czym rozmawiać. Chociażby nawet o...

- Jakiego szamponu używasz? - spytał po długim milczeniu. Najwyraźniej nie miał już pomysłów na dalsze trwanie naszej rozmowy.
- Nie wygłupiaj się. - odpowiedziałam, a mój głos stawał się co raz cichszy.
- Jesteś zmęczona. Słychać to. Chyba już po raz dziesiąty powstrzymałaś się od ziewania.
- To nic takiego...
- Dobranoc! Idź spać. - zakończył rozmowę delikatnym i cichym głosem.
- Dobranoc. - szepnęłam, po czym rozłączyłam się.

Przykryłam się kołdrą i odwróciłam na prawy bok. Spoglądałam właśnie przez okno, przez które przebijał się blask okrągłego księżyca. Była pełnia.

Odwróciłam się z powrotem na plecy i założyłam ręce za głowę. Zamyśliłam się. Teraz wpatrywałam się w gwieździste niebo. Każda mała gwiazdka była tak blisko siebie, jakby tworzyła wykropkowany kontur. Tylko czego?

Przekręciłam się na lewy bok. Leżałam odwrócona tyłem do gwiazd i księżyca. Wzięłam do ręki telefon. Napisałam wiadomość."Kocham Cię..." - taką zawierała treść. Nie wysłałam jej jednak. Nie wybrałam odbiorcy. Zapisałam jako kopię roboczą. Odłożyłam komórkę. Zamknęłam oczy. Zaczęłam śnić. O kim? O czym?

O Tony'm...








piątek, 1 sierpnia 2014

Rozdział 4

„Godzina pomsty wybija, Za zbrodnie, mękę i krew.”

    źródło: dziennikzachodni.pl                

Zanim kolejny rozdział, pamiętajmy o dzisiejszym dniu. Oddajmy hołd minutą ciszy tym, którym zawdzięczamy dzisiaj swobodne, wolne życie.

ROZDZIAŁ 4


Starkowie wsiedli do samolotu. Od startu dzieliły ich zaledwie minuty. Wykończeni wszystkimi procedurami przed odlotem zajęli miejsca.

Tony wysłał kilka wiadomości do Pepper i Rhodey'ego. Chciał ostatecznie pożegnać się przed wylotem, by ponownie skontaktować się z nimi dopiero po lądowaniu w Pekinie.

W czasie lotu...

Tony był jakiś nieobecny. Nie odzywał się wcale przez niemal całą drogę. Ciągle grał na konsoli, przechodząc w kółko jedną i tą samą misję. 

Howarda zaniepokoiło zachowanie syna. Przecież tak cieszył się na ten lot.

- Tony? - rzekł w końcu

Chłopak nie odpowiadał

- Tony? - powtórzył się.

Nadal nie reagował.

- Tony! - kiedy wystarczająco podniósł głos, chłopak spojrzał na ojca.
- Tak tato?
- Wszystko w porządku?
- Tak...
- Nie kłam. Widzę, że coś się dzieje. To nie ten sam Tony, co chwilę przed odlotem.
- Bo widzisz... - zaczął niepewnie, powróciwszy do gry na konsoli. - Bo widzisz... ten wyjazd miał być wyjątkowy. Taka odskocznia od tych nieprzyjemnych sytuacji między nami. A tu taka...taka nieciekawa sprawa z firmą.
- Synu, już ci mówiłem, będzie dobrze. Martwisz się o to bardziej niż ja.
- Po prostu boję się o przyszłość firmy. Gdyby nie ona, bylibyśmy normalną rodziną. Bez kamer, fleszy, paparazzi na bankietach. Bez tych milionów...
- Tony! Nie zamartwiaj się. Będzie dobrze! Ile razy mam ci to powtarzać?
- Ty patrzysz na wszystko optymistycznie tato. A to jest czasem trochę złe i nie na miejscu. Ja też wierzę, że sobie poradzimy. Hammer nas nie wygryzie, wierzę w to! Ale znam też fakty. Prawdziwe fakty.
- Stane wszystkim się zajmie. Rose będzie mieć na niego oko i w razie czego mu pomoże. Nie rozmawiajmy już o firmie. Cieszmy się krótkim urlopem!

Zamilknąłem. A co miałem powiedzieć? Mój ojciec kazał się nie przejmować, a ja nie chciałem psuć mu jego pozytywnego nastawienia. Odłożyłem konsolę i z nudów postanowiłem zasnąć.

******

Nagle poczułem, jak ktoś mną potrząsa. To był mój ojciec. Oznajmił mi, że zaraz lądujemy. Porozciągałem się i spojrzałem przez okno. Między chmurami dostrzegłem miniaturowe domy.
"Wspaniały widok" - pomyślałem i spojrzałem na ojca. Ten z kolei czytał gazetę. Tę samą, którą pokazał mi w domu. Tę, z artykułem o Hammer Multinational.

- Sam mówiłeś, żebym się nie martwił. - odchyliłem gazetę i spojrzałem ojcu prosto w oczy. 
- Ale twoje obawy sprawiły, że nie mogłem się powstrzymać. Przeanalizowałem jeszcze raz ten artykuł i doszedłem do wniosku, że to tylko... artykuł.
- Co ty wygadujesz!?
- Uspokój się. Na razie pojawiła się tylko jedna taka informacja.
- Wiesz co? - machnąłem ręką. - Nie rozumiem ciebie. - i wyszedłem.

Po moim odejściu już nie bardzo interesował mnie mój ojciec. On jak zwykle był optymistą i trzymał się tego. Ja musiałem cierpieć. Jeżeli coś by się stało z firmą, ja bym jej nie otrzymał, straciłbym wszystkie pieniądze.. eh i Bóg wie co jeszcze!

******

Wylądowaliśmy. Zabraliśmy swoje rzeczy i pojechaliśmy do hotelu. 

- I jak ci się podoba?
- Jest wspaniale tato! Te widoki...
- To dobrze. Jutro pozwiedzamy. Teraz się rozpakujmy i odpocznijmy.

Tymczasem w Nowym Yorku, szkolny klub.

- Ciekawe, jak tam Tony. - powiedziała Pepper przeglądając ostatnie wiadomości od Starka.
- Pewnie jeszcze jest w drodze. Przecież nam napisał, że jak wyląduje, to nas poinformuje.
- Ale minęło już dobre 10 godzin!
- Pepper!

Rozmowę przyjaciół przerwał dzwonek na lekcje.

******

Zaraz po wejściu do klasy Pepper zacisnęła zęby i spojrzała na Melody. Dziewczyna usiadła w swojej ławce, a obok niej Whitney.

- Hmm.. no to teraz mamy dwie Barbie w klasie. - pokręciła głową rudowłosa.
- Wyluzuj. - machnął ręką Rhodey, który zapatrzył się w Melody.
- A ty co robisz? - pstryknęła palcem przed oczami chłopaka.
- Ja? Nic. Tylko oglądam...
- A co takiego oglądasz? Albo kogo?
- Daj spokój! Jest nowa, chcę ją poznać. 
- Ta... jasne. A może to blondi tak się przyglądasz?

Rhodey nic nie odpowiedział. Nie chciał tracić lekcji na głupią rozmowę z Pepper. Żałował, że nie ma z nimi Tony'ego, który zawsze potrafił zagłuszyć rudowłosą.

Pekin, Chiny...

Starkowie rozpakowali się. Chociaż było dopiero południe, czuli się wyczerpani.

Tony walnął się na łóżko. Z początku swoją twarz zanurzył w puszystej poduszce, następnie odwrócił głowę w lewą stronę i spojrzał na zegarek stojący na nocnej szafce. Dochodziła godzina 18.00.
Chłopak odwrócił się w drugą stronę i zerknął na ojca.

Mężczyzna podniósł się lekko.

- Chcesz coś?
- Nie, tak tylko spoglądam. Nudzi mi się trochę.
- Może dzisiaj się zanudzisz, ale jutro będziesz jęczał z bólu. Czeka nas wycieczka.
- Mieliśmy odpoczywać!
- A zwiedzanie to nie odpoczynek? Fakt, u ciebie brzmi to inaczej. Wylegiwanie się przed 60-calowym telewizorem robi niezłe wrażenie i odpręża. Czysty obraz, mhm... wygoda sama w sobie.
- Brakuje mi tego.
- O tak Tony. Dlatego musimy trochę odpocząć od tej technologii. Powinienem zabrać ci tę konsolę.
- W takim razie zrób to. - prowokował.
- Hahaha. - zaśmiał się Howard. - Nie dam się nabrać. Ty już coś kombinujesz. Co z tego, że zabiorę ci konsolę, jak masz telefon, a na nim jeszcze więcej funkcji. A tego ci nie zabiorę, musisz mieć kontakt ze znajomymi i ze mną.

Cała ta rozmowa tak naprawdę do niczego nie prowadziła. Była ona tylko po to, żeby być i zająć czymś wolno lecący czas.

W końcu Tony postanowił wyjść na świeże powietrze i się przewietrzyć.
Kiedy otworzył drzwi wejściowe, buchnęło gorącem. Tony otarł nagle spływające krople potu, zdjął buty i boso ruszył przed siebie. Chłopak nie bardzo znał Pekin. Ba! Tylko o nim słyszał. Nie chcąc oddalać się zbytnio od hotelu dla własnego dobra, poszedł na tyły budynku. Rozkoszował się widokiem na ogromny basen i... twarzyczki ładnych dziewczyn.

Nastoletnie piękności o niecodziennej idealnej figurze brylowały w wodzie. Ochlapywały się wzajemnie, udawały topiące się, czekając na wybawcę...

Tony przyglądał się im.

"Jak blondynki" - pomyślał, po czym wzrokiem szukał jakiegoś leżaka w cieniu. Znalazł. Ale na jego szczęście lub nie - wśród owych dziewcząt.

Chłopak przełknął ślinę, wzruszył ramionami i poszedł w kierunku miejsca. Tam wygodnie się ułożył, założył okulary i ściągnął koszulkę. Kawałkiem ubrania przysłonił swój reaktor łukowy, by nie wzbudzać sensacji. W Nowym Yorku było o tyle dobrze, że był znany i każdy wiedział o jego implancie.

Nagle podeszła do niego jakaś laska.

- Cześć! - powiedziała.

Chłopak rozpoznał głos. Nie wiedział jednak, kto to taki. Jego okulary za bardzo się ściemniły i widział tylko kontury. Odchylił je lekko. Ujrzał...

- Whitney!? - zerwał się na nogi.

Dziewczyna była blondynką. Jej włosy lśniły w słońcu. Miała na sobie różowo-biały strój kąpielowy, dwuczęściowy. Na włosach miała kwiecisty wianek, wykonany z białych kwiatów. Chłopak nie znał tego gatunku roślin, tak więc z pewnością kwiaty te rosły tylko na terenie Chin.

- Cześć Tony. Nie wiedziałam, że też tu wypoczywasz.
-  Ale jak ty tu się znalazłaś?
- Mój ojciec przyjechał tutaj w interesach.
- Stane w interesach!? A firma!?
- Hmmm... nie wiem. To tylko jednodniowy wypad do Chin. Jutro wracamy. Mówił, że to coś pilnego, a ja rzadko byłam za granicą, więc zabrałam się z nim.


Tony odepchnął na bok blondynkę i pędem pobiegł do pokoju hotelowego. Kiedy znalazł się pod drzwiami, wpadł do pomieszczenia. Ku jemu zdziwieniu zobaczył swojego ojca i Obadiasza.

- Tony... - Howard wyciągnął rękę do chłopaka, machnął ją dając znak, by się wycofał.
- Nie nauczyłeś swojego syna kultury? - mamrotał Stane.
- A ty co tu robisz łysolu. - Tony zacisnął pięść.
- A co cie to obchodzi dzieciaku.
- Wyjdź stąd Obadiaszu! Nie miałeś prawa tutaj przyjeżdżać! - wrzasnął Stark.
- Tak jak i ty Howardzie. Twoje prywatne życie mnie nie interesuje. Ale firma, jak najbardziej!

Stane wyszedł, trzaskając drzwiami. Tony patrzył wrogim spojrzeniem na ojca, jakby zadawał mu pytania: "co tu się dzieje" lub "dlaczego mi nie powiedziałeś".

Howard spuścił głowę i usiadł na łóżko. Tony zrobił to samo.

- Musimy wracać. - rzekł smutnym głosem czterdziestolatek.

Tony podniósł wzrok na ojca i nie odezwał się do niego ani słowem. Nie był na niego zły. Był wściekły. Był wściekły na Stane'a. Zrujnował mu wakacje, przeszkodził w odbudowie relacji. Chłopak nie chciał nawet dopytywać taty, co robił tu jego wspólnik, w jakich interesach przyleciał i dlaczego tylko na jeden dzień. Brunet spakował walizkę i rzekł.

- Jestem gotów. Następnie wyszedł z pokoju i usiadł na sofie w korytarzu.

Prezes Stark International nie był zadowolony z zaistniałej sytuacji. Trochę włożył pieniędzy w tygodniowy pobyt za granicą, mało tego, liczył się dla niego czas spędzony z Tony'm. Plany legły w gruzach...

******

Tony rozpaczliwie szukał pocieszenia drogą telefoniczną. Nikt z jego przyjaciół nie odbierał. "Zapewne trwają lekcje" -  pomyślał. Postanowił więc zadzwonić trochę później.

Wytrzymał tylko 2 minuty.

Zadzwonił ponownie. Sekretarka u Pepper, zajęty numer u Rhodey'ego. Może Melody? Chłopak skusił się i wykręcił numer. Dodzwonił się.

Z brązowowłosą znajomą rozmawiał dość długo. Zwierzał się jej i czekał na dalsze wskazówki. Chociaż dobrze, że jego tygodniowy lot, zakończył się po jednym dniu.

Po zakończonym połączeniu, Stark schował telefon do kieszeni i zamyślił się. "Fajnie było z nią rozmawiać. Wysłuchała mnie, jak prawdziwa przyjaciółka. Znamy się od niecałego tygodnia, a jest... fantastyczna".

******

Drżący głos Tony'ego słyszany przez słuchawkę nie zwiastował nic dobrego. Był załamany. A ja nie mogłam mu pomóc.

"Myśl Melody, MYŚL!" - krzyczałam do siebie w myślach. Ale byłam bezradna. Tak bardzo chciałam go pocieszyć...

Pomyślałam sobie, że skoro jutro wraca, zrobię coś dla niego. Przygotuję niespodziankę. Zabiorę na kawę, dotrzymam towarzystwa coś w tym stylu.

Jeszcze tego samego dnia udałam się do pobliskiej restauracji "Allegro".

******

Mój ojciec nie czekał z powrotem do jutra. Jeszcze tego samego dnia, co przylecieliśmy, dał znać pilotowi, że czas na powrót. Pilot, ja, jak i on sam nie byliśmy zadowoleni. Ale cóż poradzić? Takie jest życie...

Nowy York, następnego dnia rano...

Wróciliśmy kilka godzin temu. Zaraz po wejściu do domu drogi z moim ojcem się rozdzieliły. Ja nie mogłem wytrzymać złości i gniewu, który skrywałem przez cały powrót. Kiedy wpadłem do pokoju, w ruch poszły stojące najbliżej drzwi meble.

- Tony! - krzyknął ojciec, stanąwszy bez ruchu w drzwiach.
- To wszystko przez niego! Przez tego idiotę! Głupka! Łysola! Durnia! - wymieniałem po kolei co się dało.
- Tony... - mężczyzna złapał mnie za łokieć. - To nic nie da. Odpocznij. Jutro pójdę do firmy i z nim porozmawiam.
- A właśnie, o czym WY rozmawialiście, wtedy w pokoju?
- Eh... o niczym synu.

Howard starał się ukryć prawdę. Nie mógł powiedzieć synowi, że ten według wcześniejszych ustaleń najprawdopodobniej nie otrzyma firmy po ukończeniu 18 lat. Nie mógł również powiedzieć, że spotkanie z Obadiaszem było... zaplanowane.

Kiedy młody Stark się uspokoił, mężczyzna ucałował go w czoło, jak to zwykle robił i opuścił pokój.
Chwilę później zadzwonił telefon.

- Tony? To ja, Melody. Słuchaj, masz może jutro czas?
- Nie bardzo...
- Hej! Wiem, jak się teraz czujesz. Dlatego mam dla ciebie niespodziankę. 
- Melody nie musisz...
- Ale chcę. Lubię pomagać. Nie odwrócę się plecami do kogoś, kto jako jedyny na chwile obecną jest moim szkolnym kolegą, kto jako jedyny mi pomaga i się do mnie odzywa.
- Melody... - głos Tony'ego był taki... chciał podziękować. Miał ochotę teraz przytulić dziewczynę.
- Zgadzam się. - Dodał po chwili, po czym się rozłączył. Nie mając co robić zadzwonił do Rhodey'ego i Pepper. Poprosił ich, by wpadli do zbrojowni. Tam wyjaśni im wszystko.

Kiedy kumple znaleźli się na miejscu, od razu przywitali Tony'ego przyjacielskimi uściskami.

- Już skończyłeś wakacje? - zażartowała Pepper, ale mina Tony'ego była na tyle groźna, że dziewczyna natychmiast przestała.
- To wszystko przez Stane'a!

Przyjaciele spojrzeli na siebie, a potem na chłopaka. Oczekiwali szybkiej reakcji.

Właściwie nie ma o czym mówić. Stane zniszczył mi wyjazd. Był w hotelu. Rozumiecie!? BYŁ W HOTELU!

Tony nie mógł powstrzymać emocji. Walił pięściami w swój komputer.

- Hej, hej! Uspokój się! - Rhodey złapał chłopaka za obie ręce i wziął je do tyłu. Rudowłosa natomiast pomogła odsunąć chłopaka od maszyny.
- Dobra, możecie mnie już puścić.
- I co zamierzasz teraz zrobić?
- Dzisiaj? Już nic. Jestem zmęczony i jest późno. Jutro po południu zaczniemy szpiegować.
- Co to znaczy zacznieMY? Że MY?
- Bez waszej pomocy nie dałbym rady.
- Ja ci pomogę. Rhodey?
- Eh... ok. Ale czemu nie z rana?
- No bo ja... eh... jestem już umówiony.
- Oł Tony... a że z kim?
- Melody.

Pepper zacisnęła zęby i poczerwieniała z zazdrości. Wiedziała, że takie spotkanie nie zwiastuje dobrze. Tak bardzo kochała Tony'ego, że dała mu wolną rękę. Uspokoiła się i bez słowa wyszła ze zbrojowni.

- A jej co?
- Nic. - Czarnoskóry wiedział dobrze, o wielkiej tajemnicy rudej. Wiedział, że ona jest zakochana. Wiedział w kim. Ale nie mógł powiedzieć. Zraniłby Pepper.
- Przekaż jej proszę, że jeżeli to przeze mnie, to ją przepraszam, chociaż nie wiem, co zrobiłem źle.
- Jasne. Do jutra! - przyjaciel pomachał na pożegnanie i szybkim krokiem dołączył do znajomej. Potem udał się do domu.

Kolejny dzień, sobota.

Bruneta obudził blask słońca. Spojrzał na zegarek. Dochodziła godzina 9.00. O 11.00 był umówiony z Melody. Chłopak postanowił zawczasu wstać z łóżka, odświeżyć się i zjeść lekkie śniadanie.

Kiedy nastolatek miał właśnie jeść śniadanie, w kuchni zjawił się jego ojciec. Powitał go serdecznie na nadchodzący dzień i usiadł do posiłku.

Po chwili spytał.

- Czemu jesz tak mało?
- Jestem umówiony i nie chcę się najadać.
- A z kim mogę wiedzieć?
- Z koleżanką.
- Rozumiem... - Howard spoglądał na syna, a jego odpowiedź sugerowała, że nie bardzo mu wierzy.
- Nie szukam dziewczyny. - odpowiedział oschle, po czym odszedł od stołu.

Ubrał kurtkę, buty, wziął parasol i zmierzył ku restauracji.

******

Melody była juz na miejscu. Z niecierpliwością sprawdzała godzinę co parę sekund. Chociaż do 11.00 było jeszcze ponad 5 minut, nie mogła wytrzymać. Była taka podekscytowana. Zaczęła się rozglądać. 

W pewnym momencie zauważyła znajomą twarz. To był Tony. 

- Siemka. - przywitał się nastolatek.
- Siemka. - odpowiedziała tym samym, po czym weszli do środka.

Usiedli przy zarezerwowanym stoliku.

- Może taki wypad to nie jest najlepsza metoda na pocieszenie, ale...
- Jest super! 
- Naprawdę, bo ja myślałam.
- Melody... - chłopak położył rękę na mojej ręce. - Dziękuję. Może nie jesteśmy przyjaciółmi i znamy się bardzo krótko, ale zachowujesz się wobec mnie tak, jakbym był dla ciebie kimś ważnym.

Dziewczyna zarumieniła się i odwróciła wzrok.

- Nie wstydź się. - szepnął.

Spojrzała na jego twarz. Zatrzymała swoje ślepia na jego niebieskich, krystalicznych oczach. 

- Bo ja... zaczynam cię traktować... jak... swojego... przyjaciela.
- A więc nim zostanę. Zasługujesz na moją przyjaźń i myślę, że ja zasługuję na twoją. Nie raz mnie już pocieszyłaś. Na lekcjach... pomagasz mi i w ogóle. Jesteś fajna. Inna niż wszystkie dziewczyny.
- Bo jestem nowa.
- Nie o tym myślałem.

Rozmawiali ze sobą jeszcze przeszło chwilę. Potem wyszli.

- Odprowadzę cię. 

Dziewczyna zgodziła się bez wahania. Nagle zaczął padać deszcz. Tony rozłożył parasolkę. Była ona jednak zbyt mała, by dwie osoby mogły iść swobodnie obok siebie. Objął więc dziewczynę jedną ręką i przysunął do siebie. W drugiej ręce trzymał parasol.

- Nie pozwolę ci zmoknąć. - Uśmiechnął się.

Szli dalej. Z każdym krokiem deszcz stawał się co raz silniejszy. 

Doszli pod dom dziewczyny. Byli cali mokszy. 

Brunet chciał pożegnać się i odejść, ale dziewczyna mu na to nie pozwoliła. Zanim nastolatek doszedłby do domu, przemókłby całkowicie.

- Teraz ja nie pozwolę ci iść. - Chwyciła za rękę przyjaciela i zaciągnęła do domu. Wskazała swój pokój, po czym kazała poczekać. Tymczasem ona powędrowała do sypialni rodziców w poszukiwaniu jakiś czystych i w miarę dostępnym rozmiarowo ciuchów dla znajomego.

- Proszę, przyniosłam ci nowe ubrania.

Położyła je na szafce obok łóżka. 

- Mogą być lekko przyduże. - ostrzegła.
- Ważne, iż są.

Ciemnowłosa wyszła za drzwi, by dziedzic Stark International mógł się swobodnie przebrać.

- Możesz wejść.

Dziewczyna weszła. Ku jej zdziwieniu, Tony nie miał na sobie koszulki. Dopiero wtedy ujrzała na jego klatce piersiowej wielki implant. Usiadła obok niego na łóżku.

- To twoje serce? - spytała lekko dotykając dziwnego urządzenia.
- Tak. Zaawansowana technologia. Wygląda trochę dziwnie, nie?
- Wygląda normalnie. Nie każdy może mieć normalne serce. Ty masz akurat takie... też sztuczne, ale inaczej wyglądające.
- Dzięki za pocieszenie. - ponownie objął dziewczynę. Tym razem zrobił to tak, by jej głowa mogła swobodnie opierać się na jego ramieniu.

W tamtej chwili wyglądali jak para. Nie jak świeżo "upieczeni" przyjaciele. 

- Naprawdę miło spędzam z tobą czas. Za każdym razem tak jest. Musimy spotykać się częściej.

Dziewczyna spojrzała brunetowi głęboko w oczy.

- Jasne. - szepnęła i wtuliła się w jego ramiona. 


Zakończenie trochę denne, ale nie widziałam, jakie zrobić : /
Zapewniam was, że fani miłosnych scen moga powoli dopatrywać się swojego - od tego rozdziału wszystko się zaczyna. Nie zdradzam co dokładnie, ale nie zabraknie akcji i.. współczucia?

Dziękuję za komentarze!